Brzmi niemal jak temat na rozprawkę szkolną, ale wciąż niedowierzam, gdy w przestrzeni internetowej spotykam krzywdzące komentarze kiedy tylko jakaś piękna kobieta w rozmiarze XL przyzna się, że LUBI siebie. Skandaliczne, prawda? Przecież powinna biczować się suchą bułką za każdą pozytywną myśl na swój temat, do momentu gdy nie dopasuje się do kanonu, a jej BMI nie wyniesie 21. Skąd pomysł na piękne i kolorowe ubrania, makijaż i uśmiech? Gdzie rozciągnięte, czarne ciuchy i powaga sytuacji?
Może stąd, że właśnie akceptacja obecnego stanu rzeczy daje tego pozytywnego kopniaka, aby iść do przodu. To nie wyrzucanie sobie głupoty, żarłoczności czy lenistwa sprawi, że pojawi się motywacja do działania. To prawda, że złość napędza, ale działasz wtedy przeciwko sobie! Walka zawsze będzie męcząca, a co gorsza pierwszy lepszy upadek może łatwo doprowadzić do poddania się. Bo skoro raz się nie udało, to już nie ma sensu. I to jest moment, w którym część osób upatruje akceptacji jako poddania się i zaakceptowania, że jest dobrze tak jak jest i właściwie nic nie trzeba zmieniać. Można wrócić na kanapę i z radością zajadać lody, bo przecież akceptuję siebie, więc wszystko gra. Tylko, że taka postawa to raczej tuszowanie problemu i nie ma nic wspólnego z pozytywnym podejściem do siebie.
W moim przekonaniu prawdziwa akceptacja składa się z kilku kroków. To nie jest jakaś mantra i głaskanie siebie po głowie (choć czasem warto). Mam na myśli złożoną postawę, która łagodnie prowadzi do transformacji i wzmacnia więź z samym sobą. To współdziałanie w swoim własnym, jednoosobowym zespole, a nie strzelanie w stopę. Tutaj można tylko wygrać, nawet jeśli aktualnie leżysz na ziemi i wydaje Ci się, że się nie podniesiesz.
PIĘĆ KROKÓW, KTÓRE MOGĄ POMÓC:
- Zobacz z czym startujesz. Nie w kontekście wyrzucania sobie jak do tego doszło, ale po to by zmierzyć się z realna sytuacją i określić aktualne możliwości. Unikając prawdy nigdy nie pójdziesz tak naprawdę do przodu. Być może obecnie nie masz czasu na wizyty w klubie fitness, ale możesz włączyć 15 minutowy trening na YouTube lub przejść się na spacer. Zastanów się również dlaczego do tej pory nie udało się osiągnąć Twojego celu i czy można zrobić coś inaczej.
- Zauważ, że zawsze byłaś/eś i jesteś wartościowym człowiekiem. Już dziś możesz robić te rzeczy, które odkładasz na „jak schudnę”. Zasługujesz na wakacje w tym roku, a nie za 20 kg mniej. Możesz iść na randkę, koncert czy imprezę! Możesz zacząć nowe hobby, kurs i wyjechać w podróż marzeń. Te wszystkie elementy wręcz pomogą Ci wytrwać w dbaniu o siebie, bo życie to nie tylko rozmiar ud czy brzucha.
- Przyjrzyj się sobie z odrobiną życzliwości. Co w sobie lubisz? Co ostatnio Ci wyszło? Pomyśl, że te Twoje „niedoskonałe” nogi umożliwiają Ci podbieganie do autobusu, piesze wędrówki, zwiedzanie świata. Twój „wielki” brzuch trzy razy nosił w sobie życie i dokonał heroicznego wysiłku. Ktoś inny dałby się pokroić za Twoje kręcone włosy lub duże niebieskie oczy. Może znajomi cenią Cię za świetne żarty, wyjątkowo trafne rady albo przepyszne obiady. Każdy z nas jest potrzebny i ma swoje unikatowe cechy!
- Z tego punktu przemyśl na czym Ci zależy i co chcesz w sobie rozwijać, a czyje oczekiwania wyrzucasz do kosza. Zaakceptuj, że nie można robić wszystkiego naraz.
- Weź pod uwagę, że jeszcze nie raz się potkniesz. Rozwój nigdy nie jest liniowy, więc na bank Twój plan zmiany będzie musiał zawierać poprawki, a czasem wcale nie uda się go zrealizować. Skoro już o tym wiesz, będziesz w stanie obudzić się następnego dnia i kontynuować plan, bo przecież ta wpadka też byłazaplanowana 🙂
Gratulacje! Jesteś teraz na najlepszej drodze do akceptacji siebie i dbania o swoje zdrowie w pokojowym nastawieniu do własnego ciała. Moment, w którym postanawiasz żyć nie czekając na efekt końcowy diety, jest jednym z najlepszych w życiu. To wtedy odklejasz się od liczenia kalorii, a jedzenie staje się paliwem do fajnego spędzania wolnego czasu, a nie jego istotą. Z całego serca Ci tego życzę!
