Nadeszło upragnione lato, a wraz z nim wysokie temperatury. Coraz więcej czasu spędzamy na słońcu, często aktywni fizycznie.
Po dniu pełnym koszenia trawy, przycinania żywopłotów, czy wycieczek rowerowych, mamy ochotę sięgnąć po szklaneczkę zimnego piwa dla orzeźwienia. Równie popularne są słodzone lemoniady i herbaty mrożone. W ciągu dnia wypiliśmy już 3 kawy, żeby jakoś funkcjonować i herbatę do śniadania. Mimo wszystko czujemy się padnięci. Koncentracja już nie ta, a pot niemiłosierne leje się z czoła. Starość – mówimy i popijamy szklaneczką coli, co by pobudzić życiową energię. Zapytacie, co w tym złego? To już nawet pożyć sobie nie można? Można. Ba, nawet trzeba! I to najlepiej 100 lat (do czego zachęcam w moim pierwszym wpisie). Zdradzę Wam jednak sekret: kawa nie zastąpi wody, ale woda może zastąpić kawę. Jak myślicie, co jest nośnikiem energii w organizmie? Gdzie rozpuszczają się minerały i większość witamin potrzebnych do funkcjonowania? Z czego składamy się w około 60 %? Bez tej substancji nawet ukochana kawa by nie istniała, a o piwie zapomnijcie. Jest to niepozorna, przeźroczysta, bezwonna i często bez konkretnego smaku substancja – niedoceniana WODA.
Po co mi ona?
Mimo spożywania różnych napojów i zup, nie ma nic co zastąpi prawdziwą, czystą wodę (nie mam na myśli destylowanej). Owszem, zapewniamy sobie nimi częściowo zapotrzebowanie, ale niektóre produkty jak kawa, herbata, alkohol, wręcz zabierają więcej wody niż dają. Są to tzw. diuretyki – działają moczopędnie. Nie bez powodu mówi się, że na jedną filiżankę kawy powinno się pić dodatkową szklankę wody. Ogółem nasz organizm potrzebuje minimum 2 litry wody, aby zrównoważyć jej dzienny ubytek. Teraz w okresie upałów, mogą to być nawet 3 litry.
Co dobrego może dać Ci woda:
– transport składników odżywczych do asymilacji,
– oczyszczenie organizmu poprzez pozbywanie się produktów przemiany materii,
– regulację temperatury ciała,
– naturalną amortyzację dla stawów, kości i mięśni,
– zwiększoną wydajność organizmu,
– przyspieszone procesy trawienia i poprawienie stanu jelit,
– poprawę stanu cery,
– lepszą koncentrację i więcej energii.
Wiele nieprzyjemnych dolegliwości, które na co dzień odczuwamy może zniknąć lub zmniejszyć się tylko dzięki odpowiedniemu nawodnieniu. Przede wszystkim mowa tu o bólach głowy, zmęczeniu, poirytowaniu, występowaniu obrzęków, wzdęć, kiepskim stanie cery itd. Dodatkowo, wystarczające nawodnienie może przyczynić się do zmniejszenia ryzyka rozwoju raka piersi nawet o 79%. Podobnie prawie o połowę w przypadku raka jelita grubego czy pęcherza. Co najlepsze – jeśli przez jakiś czas zadbacie o dużą ilość wody, organizm szybko się do tego stanu przyzwyczai i będzie Was pilnował, szybciej wysyłając sygnały o uczuciu pragnienia.
Aby sprawdzić czy dotyczy nas odwodnienie, można wykonać dwa testy:
1. Ściśnij lekko palcami skórę na grzbiecie dłoni, pociągnij ją do góry i zwolnij uścisk. Jeśli nie wróci natychmiast do pozycji wyjściowej, oznacza to niedostatek wody.
2. Obserwuj barwę moczu. Jeśli jest silnie zabarwiony, również sygnalizuję brak wystarczającej ilości wody.
Jaką wodę pić?
Przede wszystkim bezpieczną. Osobiście wstrzymałabym się od picia wody prosto z kranu. Oczywiście spełnia ona normy jakościowe i jest poddawana procesom oczyszczania (np. przez chlorowanie). Dobrze jest jednak wyposażyć się w dzbanek filtrujący lub filtr zakładany na kran, który usunie resztki zanieczyszczeń, osad, poprawi smak wody, a nawet wzbogaci ją o dodatkowe minerały tj. magnez. Picie kranówki jest też bardzo ekologicznym rozwiązaniem. Pozwoli zmniejszyć ilość zużywanego plastiku, a dzięki wielorazowym butelkom, możemy z powodzeniem zabrać ją ze sobą na dłuższe wyjście.
Oprócz niskozmineralizowanej wody z kranu, warto dodać do menu, bogatszą w wartości wodę mineralną. Do bardziej szczegółowej oceny przyda nam się wskaźnik TDS – po polsku jest to ogólna zawartość rozpuszczonych składników mineralnych, podana w mg/l. Im wyższa wartość, tym woda jest bogatsza w sole mineralne, a przy tym nabiera swoistego smaku. Niektóre wody tzw. lecznicze, są tak bogate w minerały, że wolno pić je w bardzo limitowanych ilościach lub tylko określony czas, do ustąpienia dolegliwości. Wśród polskich wód wysokozmineralizowanych wiedzie prym Muszynianka, która zawiera aż 128 mg magnezu i 208 mg wapnia w litrze. Jest to naprawdę spore uzupełnienie dziennego zapotrzebowania bez żadnego wysiłku. Jedyne o czym warto pamiętać, to data ważności wody butelkowanej – zwykle od 12 do 48 godzin po otwarciu. Później mogą namnażać się drobnoustroje chorobotwórcze i tylko sobie zaszkodzimy, zamiast pomóc. Tak naprawdę nigdy nie ma gwarancji w jakich warunkach przebywały butelki przed zakupem, dlatego im szybciej wypijemy po otwarciu tym lepiej.
Najgorszym pomysłem będzie spożywanie wody destylowanej – całkowicie oczyszczonej i pozbawionej minerałów. Ich obecność jest dla wody naturalna, dlatego może zacząć ich szukać w naszym organizmie, a przecież zupełnie nie o to chodzi.
Bardzo ciekawe testy różnych typów wód pokazano w programie „Down to Earth”. Jest on dostępny na Netflixie i poza odcinkiem o wodzie jest 7 innych, między innymi o długowieczności na Sardynii.
Jeśli do tej pory wybierałeś wody smakowe, albo podajesz je swoim dzieciom w dobrej wierze to… nie jest to dobry pomysł. Takie napoje zawierają kosmiczne ilości cukru lub słodzików, a brakuje w nich naturalnego smaku owoców. Ponad to nie sprawią, że przestanie chcieć nam się pić, a wręcz przeciwnie. Wybór wody smakowej można porównać do kolorowego napoju słodzonego, a nie do życiodajnej substancji.
Nie lubisz smaku wody?
Żaden problem. Nie ma takiej pory roku, żeby nie dało się wzbogacić wody naturalnymi dodatkami. Szczególnie polecam:
– cytrynę,
– miętę,
– pomarańczę,
– arbuza (można go zmiksować i dodać do wody),
– imbir,
– owoce jagodowe.
Woda lekko gazowana jest częściej wybierana ze względu na smak. Nie trzeba się jej obawiać, o ile nie cierpimy na choroby układu pokarmowego czy zapalenie gardła. Może wtedy powodować podrażnienie. Generalnie jednak nie ma znaczenie dla naszego zdrowia czy wybieramy wodę gazowaną, czy nie.
Dobrym sposobem na nawodnienie jest włączenie do diety jeszcze większej ilości warzyw i owoców. Ponieważ składają się w 75-95% z wody, również uzupełniają skutecznie jej braki. Opierając się w większości na tych produktach, można dostarczyć sobie nawet 90% dziennego zapotrzebowania. W przypadku tradycyjnej diety powinny to być jednak minimum 4 szklanki wody i od tego polecam zacząć. Docelowo dobrze jest wypijać 6-8, jednak nie będę udawać, że sama zawsze tak robię. Aby wykształcić nawyk picia wody codziennie, pomocne będą aplikacje przypominające lub zwyczajne przygotowanie dzbanka czy butelki ulubionej wody i postawienie w zasięgu wzroku. Często odruchowo sięgamy po szklankę w trakcie pracy, więc automatycznie wypijemy więcej, jeśli nie trzeba będzie pokonywać kilometrów do lodówki.
Czy wiesz że…
1. Gorąca woda zamarza szybciej niż zima. Jest to efekt Mpemby, opisany już przez Arystotelesa czy Kartezjusza w swoich pracach.
2. Do produkcji 1 kg wołowiny potrzeba 15 tys. litrów wody.
3. Abyś mógł wypić 0,5 litra piwa, trzeba zużyć 150 litrów wody.
4. Woda w temperaturze pokojowej powinna być gazem, tak samo jak amoniak, czy inne podobnie zbudowane cząsteczki. Jednak za sprawą lepkości staje się cieczą.
5. Krótki, 5-miutowy prysznic to zużycie około 200 litrów wody.
6. Na Ziemi jest taka sama ilość wody jak w okresie jej formowania. Możliwe, że woda z kranu zawiera cząsteczki, które piły dinozaury 😂
Mam nadzieję, że ten wpis okaże się dla Was przydatny i spojrzycie łagodniejszym okiem na szklankę czystej wody. Zapraszam do lektury pozostałych tekstów na blogu 💛
Źródła:
1. Ciborowska H., Rudnicka A. „Dietetyka. Żywienie zdrowego i chorego człowieka”. Wydawnictwo Lekarskie PZWL. Warszawa, 2016. Str. 28-34.
2. „Sekretne życie jelit”. M Wydawnictwo. Kraków, 2015. Str. 129-133.
3. https://ecowater.pl/blog/27-ciekawostek-o-wodzie/


