Jak wybrać najlepsze bakalie na Święta?

przez Madlen

Czasami coś, co wydaje się banalnym przedsięwzięciem, może okazać się niezłą przeprawą! Tak też bywa podczas poszukiwania bakalii idealnych. Dzisiaj opowiem Ci dlaczego nie interesują mnie pierwsze lepsze rodzynki z półki, a masę makową w puszce omijam z daleka.


Temat ten jest istotny nie tylko od święta, ale zakładam, że to najlepszy moment, aby przykuć Twoją uwagę zanim popadniesz w wir pieczenia ciast i porządków domowych. Jeśli wydaje Ci się, że suszone owoce są po prostu „suszone na gorącym słońcu”, to czeka Cię niemałe rozczarowanie. Nie równa się temu ukłuciu  w sercu, które poczułeś/aś odkrywając, że nie ma Świętego Mikołaja, ale wciąż może być to nieprzyjemnie. Zostań jednak ze mną i dowiedz się jak rozpoznać perłę wśród kamieni i prawdziwą rodzynkę wśród bakalii!

 

    Zdjęcie autorstwa Naim Benjelloun z Pexels


Czytaj składy, a będziesz mądrzejszy

Podchodząc do półki z bakaliami najczęściej rozglądamy się za ciekawą obniżką lub promocją typu 2 w cenie 1. Czasami mamy swojego faworyta pod względem smaku lub wielkości, ale żeby już spojrzeć na skład wymieniony z tyłu opakowania, to mało kto ma ochotę. Ja się wcale nie dziwię, ponieważ nadal panuje przekonanie, że to co jest dopuszczone do sprzedaży jest bezpieczne i zdrowe – no a takie rarytasy to już szczególnie! Wiadomo też, że każdy grosz się liczy w dzisiejszym świecie i dlatego opowiem na co zwrócić uwagę, aby mieć ciastko i zjeść ciastko (a w tym przypadku rodzynkę).

Gwoli przypomnienia, składy produktów rozpoczynają się od tego składnika, którego jest najwięcej. Kolejność jest malejąca, a składniki będące potencjalnymi alergenami muszą być podkreślone.

Najważniejsze dodatki, który używane są przy produkcji bakalii to:

– dwutlenek siarki, E220

– sorbinian potasu, E202

– cukier

– olej słonecznikowy / palmowy

Od razu podkreślam, że nie chodzi mi o paniczne unikanie jakichkolwiek dodatków do żywności. Jeśli po suszone owoce sięgasz raz na czas, to na pewno nic Ci nie grozi. Uważam po prostu, że mając do wyboru 3 produkty w podobnych cenach, ale z różnym składem, warto wybrać ten bez konserwantów, bądź z jak najmniejszą ilością. Przykładowo rodzynki możesz kupić zarówno z dodatkiem dwutlenku siarki i olejem słonecznikowym, jak i tylko z olejem słonecznikowym. Ostatnio nawet znalazłam takie suszone na słońcu, bez żadnych innych substancji w składzie (w bardzo przystępnej cenie). Morele są przykładem mocno siarkowanych owoców. Można wręcz poczuć ten charakterystyczny posmak. Kompletnie inaczej smakują ekologiczne, suszone morele. Wiem, że to jest spory wydatek, ale różnica w wyglądzie i smaku jest porażająca! Prawdziwe morele suszone są ciemne i miękkie. Nie zawierają żadnych dodatków, a jedyne co czuć, to soczysty smak owoców.

Z całej gamy konserwantów najbardziej wystrzegałabym się dwutlenku siarki. W małych ilościach nie zrobią krzywdy, ale biorąc pod uwagę zsumowanie jego zwartości w różnych innych produktach, który być może zjadasz, to już może mieć znaczenie. Dwutlenek siarki w nadmiarze może powodować problemy jelitowe, mdłości czy bóle głowy. Z kolei olej palmowy wart jest unikania ze względów ekologicznych. Jego produkcja (z roku za rok coraz większa) skutkuje wycinką lasów tropikalnych oraz śmiercią żyjących tam zwierząt. Może to wydaje się odległy temat, ale zachęcam do globalnego patrzenia na aspekt żywności i jej pochodzenia.

Wracając do suszonych owoców. Największym zaskoczeniem była dla mnie suszona żurawina. Wiedziałam, że owoce suszone mogą być konserwowane przy użyciu substancji chemicznych, ale nie brałam po uwagę innego, bardzo powszechnego składnika jakim jest… cukier! Tutaj mamy podobną historię jak w przypadku nektaru porzeczkowego. Ponieważ do soków 100% nie wolno dodawać cukru, większość napojów z udziałem porzeczek jest nektarami, a te można już dosładzać i rozcieńczać. Podobnie jest z żurawiną. Aby zamaskować jej kwaśny smak, producenci oferują nam średnio 54% owocu w owocu. Resztę stanowi cukier i dodatek olej słonecznikowego. Niestety tutaj nie bardzo można dokonać lepszego wyboru. Proponuję po prostu używać żurawiny tylko przy wyjątkowych okazjach i do potraw z jej udziałem nie używać dodatkowego cukru.

Makowiec prawdę Ci powie…

Czasami naprawdę nie mamy czasu w trakcie przygotowań świątecznych i po prostu gotowa masa makowa sama pcha nam się w ręce. Piękne, kolorowe puszki są ułożone w równych rzędach, tuż na wyciągnięcie dłoni. W trakcie pieczenia okazuje się jednak, że masa jest jakaś taka… rozwodniona? Niezbyt konkretna i też nie widać za dużo bakalii. O co chodzi?

Przeglądnęłam kilka etykiet dostępnych mas makowych w marketach oraz na stronach internetowych. Przykre wnioski są takie:

– mak nie jest nigdy na pierwszym miejscu w składzie,

– płacisz głównie za wodę,

– w całej objętości puszki jest zaledwie około 6% bakalii,

– produkty ekologiczne nie są wcale dużo lepsze, jedynie udział bakalii wzrasta do 12%.

Przykładowy skład takiej przeciętnej i niezwykle popularnej masy makowej możesz przeczytać poniżej.

Składniki: woda, mak niebieski 22%, cukier, bakalie 6,1% [w tym rodzynki, skórka pomarańczowa kandyzowana (skórki pomarańczowe 57%, syrop glukozowo-fruktozowy, cukier, kwas cytrynowy)], skrobia, serwatka w proszku z mleka, aromaty, kwas cytrynowy.

Nie dość, że maku jest mało, to jeszcze dodano około 5 łyżeczek cukru na 100g masy. Skórki pomarańczowe pływają w syropie glukozowo-fruktozowym, a całość dopełniają bliżej nieopisane aromaty. Naprawdę chcesz coś takiego podać rodzinie? Zastanów się jak przygotowujesz masę makową w warunkach domowych. Czy ten opis brzmi podobnie? W dzisiejszych czasach bez problemu można kupić mielony mak, mleko, dobre bakalie i przygotować ciasto samemu. A jeśli masz wybór, to po co kupować kota w worku? Albo raczej w puszce 😀

 

Co na to orzechy?

Jest dobra wiadomość! Producenci nie dodają do orzechów konserwantów ani żadnych dodatków. Tutaj nie trzeba czytać etykiet, chyba że chcesz wejść na wyższy poziom i zainwestować w produkty ekologiczny (zobacz co oznacza, że produkt jest ekologiczny TUTAJ). Jedyna rzecz, na którą zwróciłabym uwagę, to kraj pochodzenia orzechów. Jeśli kupujesz włoskie czy laskowe, to jak najbardziej warto poszukać produktu polskiego lub chociaż europejskiego. Spory wybór jest na lokalnych straganach i placach 😊

 

Podsumowując, bakalie są bardzo zdrowym i pożądanym składnikiem naszej codziennej diety. Bardzo się cieszę, że po nie sięgasz! Przy wyborze kieruj się zasadą „im mniej składników tym lepiej” oraz „unikam dwutlenku siarki”. Masę makową bez problemu zrobisz w domu, gotując zmielony mak z mlekiem i dodając wyselekcjonowane bakalie, masło oraz miód.

 


Już teraz życzę Ci wspaniałych Świąt Bożego Narodzenia i pysznych wypieków na stole! Dziękuję, że jesteś 💗

 

Mogą Cię zainteresować

Zostaw komentarz